piątek, 27 grudnia 2013

"Nocowała ongi chmurka złota", Anatolij Pristawkin

Doszłam dzisiaj do wniosku (a może już dawno temu), że filmy bardzo lubię, natomiast książki po prostu kocham (oczywiście nie każdą, ale wiele). Poruszają nie tylko moje serce, ale przede wszystkim wyobraźnię. Nie pozwalają być bierną we współczesnych realiach, w których wszystko jest podawane na tacy w formie standardowej przekąski. Zmieniają mnie, kształtują, pokazują życie z nieznanej dotąd perspektywy, otwierają na świat i ludzi. Wiem, że staję się dzięki nim lepsza.

Wystarczy czytać, poddać się myśleniu, bezboleśnie. ;) I znów dokonuje się coś nowego. Nie żadna tam magia, ale coś co zawdzięczamy twórczej potędze ludzkiego umysłu. (porywa mnie natchnienie; dajesz, dajesz!!!)

Piszę o tym wszystkim, ponieważ jestem pod wielkim wrażeniem książki Anatolija Pristawkina "Nocowała ongi chmurka złota". Czuję, że coś mi dała, coś zabrała ( np. spokój ducha ;)), a na pewno coś zmieniła. Jestem teraz jeszcze bardziej sobą, jeszcze bardziej człowiekiem (słowa jakby egzaltowanej polonistki, ale co zrobić, skoro nią jestem). Wzruszyła mnie, zasmuciła, pozwoliła przeżyć więcej, niż mogłam się tego spodziewać. Jest wspaniała, na wskroś autentyczna.

Opowiada losy braci bliźniaków, Kolki i Saszki Kuźmionyszów, którzy byli  nierozłączni i podobni do siebie jak dwie krople wody, a może i bardziej. Chłopaki mieli jedenaście lat i mieszkali w domu dziecka w Tomilinie (Rosja), gdzie wszyscy, prócz tłustego dyrektora i jego psów, głodowali. Marzyli o tym, by włamać się do krajalni chleba, poczuć jego wspaniały zapach, najeść się i wziąć ze sobą tylko tyle, by nikt na tym poważnie nie stracił.

Bohaterowie, bardzo często wpadali w tarapaty. Musieli przecież jakoś sobie radzić, żeby przeżyć. Pewnego dnia, w związku z kolejnymi kłopotami, w jakich znowu się znaleźli, postanowili ulotnić się, nim zostaną ukarani. Akurat nadarzyła się okazja, więc zgłosili się na ochotników, którzy wyjadą. Gdzie? Do nieznanej, mitycznej krainy, o której wszyscy wokół rozmawiali, na Kaukaz. Stwierdzili, że nigdzie nie będzie gorzej, niż w Tomilinie, a tam przynajmniej się najedzą.

Góry Kaukazu
Dzieciom tak właśnie powiedziano: jeśli chcecie się najeść, jedźcie. Tam jest wszystko. I kartofle, i owoce, których istnienia nasi szakale nawet nie podejrzewają. Saszka powiedział wówczas bratu: "Chcę owoców... Tych, o których mówił ten, co tu przyjeżdżał." Na to Kolka, że owoce to tyle co kartofle, jest tego całkowicie pewien. (...)
- No to najemy się kartofli - powiedział Saszka.
 "Nocowała ongi chmurka złota", Anatolij Pristawkin


Kolka i Saszka dotarli na Kaukaz w roku 1944. Świat polityki, zarezerwowany dla dorosłych, nie był im znany i niewiele rozumieli z tego, co wkrótce musiało stać się ich udziałem. Wiedzieli o Czeczeńcach, którzy mieszkają gdzieś w górach i napadają ludzi, widzieli rosyjskich żołnierzy i podsłuchiwali ich rozmowy, jeden z braci zauważył raz pociąg wypełniony dziećmi, które powtarzały tylko :"chi chi" (czecz. chi znaczy woda). Mimo to chłopcy nie rozumieli realiów. Podobnie jak inne dzieci czuli tylko niepokój, a później strach, który wciąż narastał.

Autora obrazu niestety nie udało mi się ustalić

W powieści Pristawkina, w przepięknej, malowniczej scenerii, w górach Kaukazu, oblanych słońcem, wśród pól złocistej kukurydzy, ludzie na ludziach, bez zmrużenia oka, dokonują bezlitosnych zbrodni. Kontrast między pięknem przyrody, a opisanymi zdarzeniami pogłębia w czytelniku poczucie zła, niesprawiedliwości, beznadziei. Dziecięca perspektywa widzenia demaskuje wojnę, jako zjawisko absolutnie bezsensowne, pozbawione logiki i co gorsze, zupełnie niepotrzebne. Winę ponoszą dorośli (są oni tyle samo ofiarami, co i katami), ale cierpieć muszą wszyscy, także dzieci.

Góry Kaukazu
W głowie utkwiła mi wypowiedź jednego z dziecięcych bohaterów, który głośno się zastanawiał, nad czynami dorosłych, którzy "są przecież duzi i mądrzy". Naprawdę usiłował ich zrozumieć.

Przypomina mi się też, wciąż powracający w książce, fragment wiersza, który w miarę rozwoju kolejnych zdarzeń, coraz bardziej zyskiwał na znaczeniu.

Nocowała ongi chmurka złota
Na starego głazu ciemnym łonie...
Wstała rankiem... Już nią wicher miota,
Już ją niesie ku dalekiej stronie...
Ale został po niej ślad wilgotny
W szczerbie głazu, niby znamię smutku...
I głaz stoi... i duma samotny...
I w pustyni płacze po cichutku...
Głaz, Michał Lermontow


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz