Książka ta była wspaniałą, pouczającą podróżą do kraju, o którym tak naprawdę niewiele wiedziałam, do Afganistanu. Do tej pory kojarzył mi się on tylko z talibami, atakiem na World Trade Center, wojną z USA. Podejrzewam, że identyczny, ograniczony, obraz państwa funkcjonuje w zbiorowej, międzynarodowej wyobraźni.
Pewnie cię zaskoczę, ale dostrzegłam pewne podobieństwa, łączące Afganistan z Polską. Przede wszystkim wewnętrzne zróżnicowanie jego obywateli, którzy dzielą się (cóż słowo "podział" jest tu chyba jak najbardziej na miejscu) na konserwatywnych, nieskorych do przełamywania uprzedzeń, jakie nierzadko są popierane i podtrzymywane przez duet: religia tradycja, oraz tych, nazwijmy ich "nowoczesnymi", otwartych na zmianę, w której upatrują rozwój.
Choć w książce mowa o innej religii i innej, odległej kulturze, to opisane zachowania i emocje ludzi są identyczne pod każdą szerokością geograficzną. Problemy niby się różnią. Polska daje swoim obywatelkom większą swobodę (pod każdym względem), obywatelom z reguły mniejszą (na przykład nie można bezkarnie zabić żony), jednak mechanizmy "udupiające" jednostkę, mające na celu przydzielenie jej konkretnej roli społecznej, przypięcie tak zwanej łatki, funkcjonują wszędzie w podobny sposób i nastręczają wielu problemów. Dlatego uważam, że warto im się przyjrzeć. Książka ta daje taką możliwość. Miedzy innymi w tym upatruję jej wartość, ale nie tylko.
"Tysiąc wspaniałych słońc" pozwoliło mi poczuć się Afganką. Uważam to za ogromny sukces autora. Zabieg, który został w tym celu przeprowadzony, jest bardzo sprytny. W książce mamy do czynienia z dwoma, głównymi bohaterkami. Świat przedstawiony oglądamy raz z perspektywy Mariam, a raz Lajli.
.jpg)
Pierwsza z nich, Mariam, dorastała w
kolbie (maleńkim domku z gliny i słomy) na zupełnym, choć malowniczym, odludziu. Mieszkała tylko z matką, Naną, gdyż ojciec, Dżalil, który był przedsiębiorcą i jednym z najbogatszych mieszkańców dużego miasta, Heratu, postanowił umieścić je z dala od swojej prawowitej rodziny. Jak zapewne już się domyślasz, Mariam była dzieckiem z nieprawego łoża.
Lajla zaś pochodziła z rodziny inteligenckiej. Jej tato był nauczycielem, niegdyś wykładowcą na Uniwersytecie w Kabulu. Miał liberalne, postępowe poglądy. Uważał, że Afganistan będzie się rozwijał, o ile kobiety uzyskają równe szanse i pełnię praw. Jego żona zgodnie z własną wolą nie nosiła burki, a wykształcenie córki stanowiło dla niego cel nadrzędny. Nawet, gdy nauka dziewcząt i kobiet była surowo zakazana, potajemnie edukował Lajlę w domu.
Nietrudno zauważyć, że obie bohaterki wychowywały się poniekąd "pod kloszem". Jako dziewczynki nie zaznały dyskryminacji z uwagi na swoją płeć (między innymi dlatego łatwo było mi się z nimi utożsamić). Ich zderzenie z afgańskimi realiami, gdy zostały pozbawione rodzinnego domu i bliskich, stało się poniekąd także moim nieszczęściem. Razem poznałyśmy okrucieństwo, niezasłużoną pogardę, przymus, które wynikały tylko i wyłącznie z powodu płci. Cóż, były momenty, kiedy naprawdę przeżywałam tę książkę. Obrzydzała mnie lub denerwowała. Jednak cieszę się, że przeżyłam. :)

Ponieważ akcja dzieje się na przestrzeni ponad trzydziestu lat, obserwujemy tragiczne zmiany, które zachodzą w Afganistanie. Jak się okazuje, niegdyś, w latach pięćdziesiątych, i sześćdziesiątych, kraj był "otwarty na zachód", a kobiety miały prawo uczyć się i pracować. Zajmowały ważne, cenione stanowiska. Były prawniczkami, lekarkami, nauczycielkami. Niestety ta sytuacja ulegała zmianie. Kraj trawiły wojny (początkowo z Sowietami, a później wojny domowe, o władzę w bardzo zróżnicowanym społeczeństwie). W końcu sytuacja kobiet stała się nieznośna. Odebrano im wszelkie prawa. Ograniczono nawet dostęp do opieki zdrowotnej.

Czy to oznacza, że Afgańczycy są źli? Bynajmniej, są różni. "Tysiąc wspaniałych słońc" opowiada również o fantastycznych, troskliwych mężczyznach, którzy szanują i kochają swoje partnerki. Zawsze trzeba pamiętać, że narodu nie stanowi garstka osób o kiepskiej reputacji, lecz miliony osób, wśród których są także inteligentne, wrażliwe jednostki (banalny fakt, o którym często zapominamy).
Warto też zauważyć, że książkę "Tysiąc wspaniałych serc" napisał właśnie mężczyzna, za co jestem mu bardzo wdzięczna. Poza tym muszę wyrazić swój podziw za umiejętność przedstawienia świata z bardzo kobiecej perspektywy. Och... (wyraziłam ;) )
.jpg) |
| Mały minus za amerykańską propagandę. Na koniec książki, po interwencji Stanów Zjednoczonych, robi się odrobinę za słodko. |