środa, 18 września 2013

"Ruby Sparks", reż. Jonathan Deyton, Valerie Faris




Bardzo przyjemny film, dobra (naprawdę) komedia romantyczna, która nie trąci banałem, nie jest przesłodzona i powinna zainteresować widzów obojga płci (hormony raczej nie odegrają roli).

Calvin, młody pisarz i autor bestsellerowej powieści przeżywa kryzys twórczy i życiowy. Nie ma weny, nie pisze. Zamiast tego chodzi do psychoterapeuty (niezwykle komiczna postać, budząca instynkt macierzyński; nie wiem dlaczego, ale w tym wypadku hormony raczej odegrały jakąś rolę) i kupuje sobie psa, z którym bez przerwy musi wychodzić, bo ten cały czas chce siusiu, jak suczka (takie stwierdzenie pojawia się w filmie; też nie wiem dlaczego; nie podnosi łapy?).

Pewnej nocy Calvinowi śni się dziewczyna. Kiedy rano wstaje (a właściwie zrywa się) z łóżka, jest całkiem odmieniony, pełen energii i zapału do pracy. Natychmiast siada do maszyny (komputera nie używa; dlaczego? jest hipsterem?; tyle niewiadomych!) i zaczyna się...

Ruby Sparks, tak nazywa się wyśniona dziewczyna i bohaterka nowej powieści Calvina. Chłopak wymyśla drobiazgowo jej wygląd, osobowość, historię życia, zainteresowania tak, by była idealna, w sam raz dla niego (drugiemu bohaterowi swojej książki nie przez przypadek nadaje własne imię). Niestety w pewnym momencie, z przerażeniem, stwierdza, że zakochuje się (o rany!) w fikcyjnej postaci. Co gorsze nadchodzi moment, gdy staje się jasne, iż oszalał. Dlaczego? Ponieważ pewnego dnia spotyka Ruby nie we śnie, nie w wyobraźni, ale na jawie i to we własnym domu.

Co teraz? Czy Ruby jest prawdziwa? Czy Calvin nadal może "pisać" jej życie? Decydować za nią? Wpływać na to, jaką jest osobą i w jaki sposób postępuje?

W tej fajnej hollywoodzkiej bajce, na szczęście wolnej od tandety, pojawia się temat ważny i nie zawsze oczywisty, dotyczący niezależności w związku i pokusy, jaką stanowi możliwość kontrolowania drugiej, ukochanej (ale czy na pewno?) osoby.

Główni bohaterowie, Calvin i Ruby, są nieidealnie piękni. Naprawdę miło się na nich patrzy.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz