Idąc za ciosem, popełniając po drodze drobną pomyłkę czytelniczą (książka ze Skandynawii; tym większe moje rozczarowanie), zapoznałam się z kolejną powieścią Romain'a Gary'ego. W związku z wcześniejszą pomyłką, czułam się oczywiście niepocieszona. Na szczęście "Obietnica poranka" (będąca dobrą obietnicą) przyniosła nie tylko ukojenie dla moich zszarganych, filologicznych nerwów, cienkich i wrażliwych jak drucik żarowy, ale też zaspokoiła dzikie, przenikające mnie na wskroś, czytelnicze żądze (mrrrauuu... ;)). Teraz jestem szczęśliwa i nasycona. Może nawet trochę zakochana w autorze, który na swoje szczęście nie żyje (żadna psychofAnia mu nie grozi). Popełnił samobójstwo w roku 1980 (mam słabość do niestabilnych emocjonalnie; co za niefart!).![]() |
| Romain Gary |
"Obietnica poranka" jest książką autobiograficzną. Gary, z perspektywy kilkudziesięciu lat, opisuje w niej swoje najdawniejsze dzieje, wiek dziecięcy i młodość. Przy okazji w doskonały sposób tłumaczy, czemu (komu) zawdzięcza swoje fenomenalne sukcesy. A miał ich nieprzeciętnie wiele! Zasłynął jako wspaniały pisarz, utalentowany dyplomata, scenarzysta i reżyser filmowy, a do tego (jakby było mało!) bohater narodowy, który został odznaczony orderem Compagnon de la Libération za walki w czasie II wojny światowej oraz Legią Honorową.
Osobiście, pełna uznania dla jego zasług ( a jakże!), najbardziej podziwiam jednak Gary'ego za to, że nie został samochwałą (kompletny brak zadufania w sobie; to wręcz nieludzkie!). Ja, będąc na jego miejscu, nie żałowałaby sobie, przechwalałabym się, ile wlezie! A co! ;)
Choć "Obietnica poranka" jest autobiografią, Romain Gary rzadko kiedy skupia się w tej opowieści na sobie samym (wtedy jego słowa stają się pełne złośliwej autoironii i dystansu). Przeważnie pisze o matce, absolutnie wyjątkowej kobiecie, która choć nigdy nie zasłynęła, była według autora prawdziwą bohaterką, realną sprawczynią wszystkich sukcesów, jakie mu się przydarzyły. "Obietnica poranka" jest literackim pomnikiem, wzniesionym na jej cześć.
Matka Gary'ego (nie wiem, czy w tekście choć raz padło jej imię i nazwisko) była rosyjską Żydówką. Podobno uciekła z rodzinnego domu, by zostać aktorką. Z książki wiemy, że występowała przez kilka lat w podrzędnym teatrze. Po I wojnie światowej przeniosła się z synem do Wilna (wychowywała go samotnie), gdzie rozkręciła własne przedsiębiorstwo, salon mody (niezłe osiągnięcie biorąc pod uwagę sytuację i możliwości ówczesnych kobiet). Kiedy po kilku latach interes splajtował, przeprowadziła się na krótki czas do Warszawy, a stamtąd do Francji, kraju najpiękniejszych tradycji i największych możliwości (według jej oceny), w którym jedynak, Gary, miał rozpocząć światową karierę. Tak właśnie - karierę! Ta zaradna kobiecina od początku wiedziała, że jej jedyne dziecko wyrośnie na wielkiego człowieka, chlubę Francji, bohatera, artystę (wszystko to mu przepowiedziała) i ani przez chwilę nie wątpiła w jego przeznaczenie.
Czuję, że przynudzam. O bardzo ciekawej książce powinno pisać się ciekawie, toteż kończę wywód syntetyczną puentą:
"Obietnica poranka" jest ekscytującą opowieścią o miłości, która nie zna ograniczeń, kompromisów, ani strachu; o miłości, która jest niezachwianą wiarą w drugiego człowieka. To co pozostaje w czytelniku po lekturze, to bezcenne przekonanie, że wszystko można osiągnąć. Trzeba tylko chcieć, trzeba kochać.
![]() |
| Matka Gary'ego była kobietą z charakterem i wielką damą. Miała charyzmę, tupet i niczego się nie bała. Dużo paliła. Wspaniała!!! |




.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)

.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)

.jpg)
.jpg)
.jpg)

.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)


.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)

.jpg)
.jpg)